środa, 18 stycznia 2017

Chapter THREE

"  -Wampir sądził ,że pomogę mu z pozostałymi, jeśli uczyni mnie podobnym sobie. - Zaśmiał się nagle, głośno, szaleńczo. -Ale nie zrobiłem tego - Dodał. -Nie. A on się tego nie spodziewał. Nie żyje.Zmienił się w popioły, które uniosły wiatr.                                                                                          Gestem wskazał na otwór w dachu"
    Jestem w połowie czytania książki Cassandry Clare "Kroniki Bane'a". Uwielbiam jej twórczość, przeczytałam wszystkie książki trylogii "dary anioła" i "diabelskie maszyny". Odkładam lekturę na szafkę nocną ,tak żeby nie zgubić strony i wstaję z łóżka. Prostuję nogi po godzinnym bezruchu i idę na dół do kuchni. Mama już chyba śpi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Z lodówki biorę jogurt i dodaję do niego musli. Z moją kolacją wracam do pokoju. Dzisiaj sobota więc nie muszę się martwić o to czy jutro zdołam wstać. Nagle coś uderzyło w okno. Szybko je otwieram i wyglądam na podwórko. W ogrodzie stoi Justin który przymierzał się do kolejnego rzutu, ale gdy mnie zauważa ,wyrzuca przedmiot na ziemie i mi macha. Światło z mojej sypialni trochę go oświetla i dzięki temu mogę zauważyć, czarne spodnie z dziurami, białą bluzkę i skórzaną kurtkę w które jest ubrany   
    -Co ty tutaj robisz?!- Oby tylko mama się nie obudziła.
    -A nic takiego, nudzi mi się, chodź ze mną na spacer- Czy on już do reszty oszalał
    -Nie, jest...- Zacinam się i sprawdzam godzinę na telefonie-wpół do drugiej
    -I co z tego? Jeszcze młoda godzina. Dalej Cora, nie mam co robić, potowarzysz mi
    - Jak moja mama wstanie ,chyba mnie zabije- Mimo ,że to powiedziałam chciałam iść.
    -Tchórzysz ?-  A dobra raz się żyje
    -Nie, będę na dole za 10 minut -Zanim zamknęłam okno usłyszałam tylko jego śmiech i coś w stylu "dobry wybór". Wyciągnęłam z szafy granatowy sweterek i czarne rurki, szybko się w to przebrałam i założyłam moje ulubione glany. Wzięłam telefon i klucze ,a następnie sprawdziłam czy moja rodzicielka śpi. Po upewnieniu się ,że tak, po cichu ruszyłam po schodach. Narzuciłam na siebie parkę i od kluczyłam drzwi. Na ganku czekał już na mnie uśmiechnięty chłopak- Spotykamy się dopiero trzeci raz, a ja już cię nienawidzę, wiesz o tym?- W powietrzu rozniósł się jego śmiech
    -To i tak dobrze, zwykle ludzie zniechęcają się po pierwszym spotkaniu, idziemy?
    -Gdzie konkretnie ?
    -Tam gdzie nas nogi poniosą- Przez chwilę spacerowaliśmy w ciszy którą przerwał pytaniem o temat o którym najlepiej bym zapomniała- I jak tam w szkole, pani prawnik?
    -Możemy o tym nie gadać?
   -Jak chcesz, chodźmy nad jezioro- Wzruszyłam ramionami, po kilku minutach niezręcznej ciszy byliśmy na miejscu. Usiedliśmy na piasku. Woda jest taka piękna, gdy odbija się od niej księżyc i pełno malutkich gwiazdek. Z transu obudził mnie plusk wody, który stworzył Justin puszczając kaczki.
    -Jak ty to robisz?-Spojrzał na mnie zdziwiony, a po chwili się roześmiał.
    -Nie śmiej się za mnie ,mój tata odszedł gdy miałam 6 lat, a mama nigdy nie zabierała mnie nad wodę.
    -Dobra, dobra, weź to- Podał mi kamyk- a teraz rzuć- Zrobiłam tak jak kazał, ale zamiast odbić się, tylko wpadło do wody. Westchnął i wstał- Chodź- złapał mnie za rękę i pomógł mi się podnieść. Chwycił swoją prawą dłonią, moją, uprzednio kładąc na nią małą skałkę którą chwyciłam. Pokierował mnie tak, że jak rzuciłam ,kamyk odpił się od powierzchni jeziora. 
    -Udało się!- Uśmiechnął się. Patrzył mi przez chwilę w oczy.
    -Zatańcz ze mną
    -Co?
    -Zatańcz ze mną, no dalej
    -Nie ma muzyki- Wyciągnął telefon, a po chwili rozniosły się pierwsze nuty piosenki Zayn'a "PILLOWTALK". Trochę niepewna podeszłam do niego, nagle chwycił mnie za rękę i okręcił. Poruszał się świetnie, a może on jest jakimś profesjonalnym tancerzem ? Gdy skończyliśmy obydwoje byliśmy już lekko zdyszani- Dobrze tańczysz  
    -Dzięki, ale może już wracajmy, robi się zimniej- Przytaknęłam mu ,mimo że przedtem tego nie zauważyłam- A tak na przyszłość może podasz mi swój numer, chyba ,że chcesz powtórkę z dzisiaj
    -Daj telefon- Zrobił tak jak kazałam i zapisałam się jako "Corcia :3" ,gdy oddałam mu komórkę można było zauważyć rozbawienie na jego twarzy
   - Wiesz skąd wzięła się ta emotka?- Poruszył zabawnie brwiami, a ja po chwili przypomniałam sobie takiego mema w internecie.
    -Zboczeniec
    -ja zboczeniec?
    -tak, ty zboczeniec, jezu... czy ty nie masz co robić tylko siedzisz w komputerze?
    -Wiesz, ty mi odpowiadasz, więc wyciągnij wnioski- Zaśmiałam się , a ja go lekko uderzyłam w ramię. Udał ,że go zabolało- Okropna kobieto- resztę drogi zajmowaliśmy się przepychankami. 
    -Dobranoc-Powiedziałam gdy staliśmy przed moim domem
    -Dobranoc, tancereczko
    -A już myślałam ,że zapomniałeś- pocałował mnie w policzek
    -I tak wiem ,że ci się podoba, do zobaczenia- Pomachałam mu na pożegnanie i weszłam do środka. Cisza. Przebrałam się i położyłam na łóżku. Zasnęłam myśląc o dzisiejszym dniu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wracam do w miarę regularnych rozdziałów, mam nadzieję ,że jest w miarę oki      =^-^=

1 komentarz: