Moje mięśnie są napięte, a po ciele spływa pot, lecz to teraz nie ma znaczenia, w tej chwili liczę się tylko i jedynie ja. W tle leci piosebka "human" ,a ja tańczę w opustoszałym, podniszczonym sklepie mojego zmarłego ojca. Lubię tu przychodzić, tutaj mogę być sobą, nikt nie mówi co mam robić, jestem wolna. Te błogie
chwile kończą się wraz z nastającą ciszą. Zostaję jeszcze w bezruchu przez parę sekund by uspokoić oddech, po czym wciąż zdyszana odłączam radio od kontaktu, narzucam na siebie bluzę i biorę torbę z podłogi. Już chciałam wychodzić, gdy ujrzałam wyższego o jekieś 15 cm ode mnie chłopaka. Miał ciemne bląd włosy i piękne brązowe oczy. Całe ręce miał w tatuażach,a na twarzy łobuzerski uśmiech ,opierał się o framugę drzwi.
-Co ty tutaj robisz? To budynek prywatny- kąciki jego ust idą jeszcze bardziej w górę ,a on sam podchodzi do mnie.
-Pięknie tańczysz- Stoi przede mną, a ja nie wiem co powiedzieć. Nikt nigdy przedtem nie widział jak tańczę. Przewracam tylko oczami- Naprawdę, mógłbym patrzeć na ciebie godzinami- mrugnął do mnie.
-Po co tutaj weszłeś?- Zmieniam temat. Ręce krzyżuje na piersi.
-Ujrzałem cię przez okno, zaintrygowałaś mnie, wyglądałaś jakbyś była w zupełnie innym miejscu, a twoje ruchy były takie precyzyjne, delikatne, naprawdę musisz to lubić. Chodzisz może do szkoły tanecznej ?
-Nie, w przyszłości chcę zostać prawnikiem, nie mam czasu na tekie bzdury- albo bardziej moja mama chce żebym nim została
-Prawnik? Nuda, jak można marnować taki talent
-Muszę już iść- Wyminęłam go i chciałam już wyjść ,gdy złapał mnie za nadgarstek.
-Spotkajmy się jeszcze- powiedział z nadzieją.
-Nawet nie wiem jak masz na imię- Naprawdę muszę już wracać, mama zapewne się martwi.
-Justin- Uśmiechnęłam się.
-Cora- Wyrwałam się z uścisku i biegiem ruszyłam do domu. Już na werandzie czekała na mnie widocznie wkurzona rodzicielka.
-Gdzieś ty była ?!-Wzdrygnęłam się- Nawet nie wiesz jak się martwiłam, już do góry odrabiać lekcje! Jak skończysz w lodówce masz kolacje, wystarczy podgrzać w mikrofali, a potem idź spać, jutro szkoła- Przytaknęłam posłusznie, a ona już lekko uspokojona podeszła do mnie i pocałowała w czoło- kocham cię słonko- Odsunęła się i poszła do swojego pokoju. Już umyta i w piżamie, usiadłam na parapecie. Szczelnie otulona kocem oglądam gwiazdy. Jeszcze za życia tata uczył mnie tych wszystkich konstelacji, teraz wiem tylko gdzie jest wielki wóz. Ten chłopak z dzisiaj był taki jakiś dziwny, niby zachowywał się normalnie ,ale w jego oczach można było ujrzeć smutek. Zaciekawił mnie, nie tylko swoim wyglądem, choć szczerze mówiąc jest całkiem przystojny. Mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś go spotkam.
czwartek, 18 sierpnia 2016
Chapter ONE
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dziękuję *-* kocham ❤
OdpowiedzUsuńAle Justin w sensie Bieber?
OdpowiedzUsuńZnaczy nie żeby coś, będę czytać mimo to, ale jeśli mam być szczera, to nie lubię go i nigdy nie lubiłam
Może dzięki tobie polubię?
Nie, po tych ostatnich dramach raczej nie
W każdym razie, opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło i czekam na więcej
Kocham ❤❤
Tak :) Justin Bieber, szczerze mówiąc też go nie lubiłam, ale potem nieświadomie przeczytałam jedno fanfiction o nim i się zakochałam xd Dziękuj, kocham❤
Usuń